Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
26 postów 303 komentarze

Maria.W

Maria Wesołowska - 1. Iz 40, 31 2. "Trzeba żyć, a nie tylko istnieć." Plutarch 3. "Albo znajdziemy drogę, albo ją zbudujemy." Hannibal

"Wędzone nie szkodzi"...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

... czyli co o unijnym zarządzeniu myśli europoseł. Taki, który coś robi!

Minister rolnictwa chce uczyć polskich wędliniarzy, jak wędzić, by mieścić się w restrykcyjnych normach, jakie od września narzuci nam Komisja Europejska. Tylko czy to kwestia umiejętności?

– Jestem bardzo zawiedziony postawą ministra rolnictwa, bo świadczy o tym, że nie rozumie, jak wielkim problemem jest rozporządzenie Komisji Europejskiej dla właścicieli małych i średnich wytwórców wędlin, wykorzystujących w procesie produkcyjnym tradycyjne sposoby wędzenia. Tylko w moim regionie, na Podkarpaciu, zagrożonych zamknięciem jest 200 zakładów, często rodzinnych, produkujących od lat zdrową żywność, bo nie są w stanie wypełnić nowych restrykcyjnych norm unijnych.

Jak to się dzieje, że Unia Europejska z jednej strony promuje tradycyjne wyroby, a z drugiej narzuca nierealne normy?

– Rozporządzenie mocno promuje wielkich producentów wędlin, którzy używają w procesie wędzenia specjalnych substancji chemicznych. Tylko że jakość tych wyrobów jest często znacznie gorsza. A przecież tradycyjne metody wędzenia są stosowane od lat w Polsce i nie ma powodów, by takiej produkcji nie kontynuować. Zresztą mali i średni producenci wędlin podkreślają, że namawiano ich, by inwestowali w tradycyjne metody produkcji, by wytwarzali zdrową, ekologiczną żywność, a teraz skazuje się ich na zamknięcie produkcji, chociaż spełniają oni obowiązujące obecnie normy.

To ważna informacja, bo to znaczy, że ich zakłady zostały dostosowane do unijnych wymogów.

– To prawda, a rozporządzenie, o którym mówimy, wprowadza dodatkowe bardzo restrykcyjne rozwiązania. Zakłada ono, że poziom substancji smolistych nie może przekraczać 2 mikrogramów na kilogram wyrobu. Dziś ta norma to 5 mikrogramów na kilogram wyrobu, a nasi producenci osiągają wynik na poziomie 2,5-2,8. Jak widać, to dobry rezultat, ale rozporządzenie idzie jeszcze dalej. Niestety, te restrykcyjne normy mają kardynalne znaczenie w przypadku wędzenia tradycyjnymi metodami, bo wytwórcy stosujący tę metodę przygotowywania wędlin zwyczajnie nie są ich w stanie wypełnić.

Miał Pan okazję rozmawiać w Brukseli z komisarzem UE ds. zdrowia i ochrony konsumentów Tonio Borgiem. To spotkanie przyniosło jakieś efekty?

– Pan komisarz chwycił się za głowę i nie mógł uwierzyć, że problem w Polsce został dostrzeżony dopiero po dwóch latach od zatwierdzenia rozporządzenia. Nie mógł zrozumieć, jak polski rząd mógł nie skonsultować tych zapisów z małymi przedsiębiorcami, a jedynie z największymi. Był też zdziwiony, że o problemie dowiaduje się ode mnie jako europosła, a nie od polskiego rządu. Pragnę wyjaśnić, że rozporządzenie nie przechodziło przez Parlament Europejski, więc nic o nim nie wiedzieliśmy, ale zostało zatwierdzone w 2011 r. bez uwag ze strony polskiego rządu. Tymczasem Łotwa wywalczyła dla siebie odstępstwo i będzie mogła tak jak dotychczas wędzić szprotki. Na spotkaniu z komisarzem pojawiło się jednak światełko nadziei. Zaproponował bowiem, że KE przyśle do Polski zespół techniczny, który przyjrzy się sprawie i postara się znaleźć dla nas rozwiązanie, które nie będzie uderzało w małych przedsiębiorców. Jednak warunkiem tego, by taka komisja do Polski przyjechała, jest wystąpienie polskiego rządu w tej sprawie do Komisji Europejskiej. Mam nadzieję, że rząd tym razem zachowa się odpowiedzialnie i skorzysta z tego zaproszenia.

Dlaczego sprawa ujrzała światło dzienne dopiero teraz?

– To ewidentnie wynika z zaniedbania rządu PO – PSL, którego obowiązkiem było przeprowadzenie konsultacji zapisów rozporządzenia ze wszystkimi zainteresowanymi wytwórcami. Tymczasem mali wytwórcy o sprawie dowiedzieli się tuż przed Bożym Narodzeniem. To kolejny skandaliczny przykład niekompetencji i braku dbałości o interesy polskiej wsi przez rząd Donalda Tuska i PSL. Jest jednak jeszcze szansa na odwrócenie tej sytuacji, ale konieczna będzie zdecydowana wola rządu. Bez niej czekają nas duże problemy.

Zespół KE jest w stanie nam realnie pomóc, czy może będzie uczył wespół z ministrem, jak wędzić?

– Ten zespół ma przyjrzeć się całej sprawie, wysłuchać opinii małych i średnich przedsiębiorców i mam nadzieję – znaleźć rozwiązanie, które będzie korzystne dla wszystkich stron. Minister Kalemba powinien już dawno pojechać do Brukseli i szukać korzystnych dla polskich producentów wędlin rozwiązań. Tymczasem opowiada dyrdymały, że nowe rozporządzenie UE będzie korzystne dla zdrowia konsumentów. Nie ma w tym za grosz prawdy, bo nigdy nie słyszałem, aby tradycyjnie wędzone w Polsce wędliny w jakikolwiek sposób szkodziły zdrowiu.

Dziękuję za rozmowę.

 

Z Tomaszem Porębą (PiS), posłem do Parlamentu Europejskiego z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, rozmawiał Marcin Austyn.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Podano na podstawie "Naszego Dziennika" i biura prasowego Tomasza Poręby.

 

PS. Właścicielka bloga nieśmiało liczy na porządną dyskusję.

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej